środa, lipiec 01, 2009

Inauguracja sezonu

Późno w tym roku, ale ważne, że w ogóle - wczoraj pierwszy raz wyciągnęliśmy basen. Dmuchanie, napełnianie wodą zajęło trochę czasu, zwłaszcza, że robiłyśmy to we dwie ze Słomką, bo Tomek układał kamienie na podjeździe. A małe sępy krążyły w kółko. Siedzę i wypluwam sobie już prawie płuca dmuchając:

O: Oo, i żyrafa! I my będziemy karmić żyrafę!
A; Nie będziecie karmić żyrafy, bo w zeszłym roku przegryźliście jej tętnicę!

Korzystam z okazji i jadę do marketu po materace na wakacje i jeszcze trochę drobiazgów. Dzieciarnia zostaje pod okiem cioci Słomki, która z koleżanką robi obiadokolację z grilla. Dzieciaki regularnie wylewają wodę z basenu, choć dostali zakaz i informację, że dolewki nie będzie:

Seweryn: Ciocia, a dolejesz nam troszkę wody?
Słomka: Nie, Seweryn, przecież wiesz, że mama nie pozwoliła, musicie oszczędzać i nie wylewać

mija minuta

Olgierd: Ciocia, a nam trzeba dolać wiaderko wody...
Słomka: Nie Olek, już powiedziałam Sewerynowi, że mama nie pozwoliła, to co macie musi wam wystarczyć.

mija kolejna minuta, na grillu pojawia się ogień. Słoma leci do basenu i w garściach niesie wodę, żeby ugasić "pożar".

Olgierd: Ejj, a ciocia nam zabiera wodę! Będzie nam musiała oddać!

Bańki mydlane

Dzieci dostały bańki mydlane. Mała buteleczka z płynem i z nakrętką połączoną z kółkiem do puszczania baniek.

A: Tylko trzymajcie tak, żeby tego nie wylać! Bo jak wylejecie to mama nie ma więcej płynu i nie będzie baniek!
O: Hurra, bańki, bańki!
S: Dobra, nie wylać!

Seweryn robi dwa kroki, potyka się o kamień, pół płynu ląduje na chodniku. Kątem oka spogląda na mnie czy zanotowałam fakt

A: Co, już ci się wylało?
S: yhmmm
A: No trudno, ale teraz już bądź ostrożny, dobra?
S: dobra.

Odwracam się, mijają 3 sekundy, słyszę za plecami rozdzierający krzyk i płacz. Odwracam się znowu. Seweryn stoi i wrzeszczy, Olgierd stoi naprzeciw niego. Obydwoje mają otwarte buteleczki z płynem do baniek. Podejrzenie jest oczywiste, Olgierd chlusnął Sewerynowi płynem w oczy. Biegnę do nich

A: Olek, wlałeś mu to w oko? Wlałeś?
O: To nie ja!
A: A co się stało? Seweryn mów, co się stało?
S: Aaaaaa!!! Ja sam!!! Aaaaaa!
A: O matko, jak to sam - trzymam go już pod pachą i biegnę do łazienki płukać mu to oko

Jak można wlać sobie samemu płyn do baniek do oka? Otóż można próbować zajrzeć do butelki, ale bynajmniej nie nachylając głowę i zaglądając, raczej podnosząc butelkę i odwracając ją wprost nad okiem!

niedziela, czerwiec 21, 2009

Shrek family

Olek idąc "tip-topami" nosi wodę w plastikowej doniczce. Wlewa ją do piaskownicy.

S: Mama, a Olek to wodę zabiera!
A: Wiem, przecież musi mieć w piaskownicy trochę mokrego piachu, żeby babki robić, wiem, ze nosi.
S: To ja też będę robił.

Wchodzę do domu, wychodzę, kręcę się "po okolicy". Seweryn bez koszulki stoi koło piaskownicy. Ręce ma po łokcie oklejone błotem. Kulka z błota w jednej ręce wędruje od dłoni drugiej ręki w kierunku łokcia i z powrotem.

A: O matko, a co wy tu robicie???
S: My? My się myjemy jak shreki!

sobota, czerwiec 20, 2009

Olgierda stosunek do życia

Po grillu imieninowym u Babcie Danki zbieramy się do domu. Olek już w samochodzie przypięty pasami. Seweryn się snuje w okolicach otwartego bagażnika. Ciotki i babcia stoją obok. Z ogrodu biegnie ciocia i trzyma w ręce bukiet lizaków.
Wszyscy: Ooooooo!
Seweryn: Hurrraaa!!
Olgierd z wnętrza samochodu przez otwarty bagażnik: Tutaj jestem!!



Fotka z telefonu, Olgierd nie miał czasu iść do łazienki. Dobrze, że mam już doświadczenie, bo to nie pierwszy raz.

wtorek, czerwiec 16, 2009

Słowo - wytrych

Niedziela rano. Na dole bajka w toku, na górze chrapanie. Na zmianę wykopujemy się z łóżka. Po raz 4 czy 5 przysypiam już całkiem nieźle, a z dołu zaczyna się zawodzenie:
O: Maaaama!!!
A: (udaję, że nie słyszę)
O: Maaaaaaaamaaaaaa!!!
A: (jak poprzednio - udaję, że mnie nie ma)
O: Maaaaaaaaaaaamaaaaaaa!!!
A: (do diabła, zaraz naprawdę się teleportuję gdzieś, żeby tylko nie słyszeć)
O: Maaa...
A: (miarka się przebrała, ruszam, staję w połowie schodów, widok w sam raz na kanapę): Co jest?
O: Nosek.
A: Olgierd ty chyba oszalałeś, chusteczki stoją metr od ciebie, a ty mnie z łózka wyciągasz?
O: Nosek.
A: Wybij to sobie z głowy, że ci go wytrę, rusz się z tej kanapy!
O: (patrzy z niedowierzaniem)
A: No mówię do ciebie dziecko, wstawaj i weź chusteczkę!
O: ...dziękuję...
A: Proszę cię bardzo, ale to nie to słowo, wstawaj i bierz chustkę!
O: ...przepraszam...
A: Olgierd, do pioruna, rusz się, bo ja ci tego nosa nie wytrę. Choćbyś i nawet trafił w końcu w to "poproszę". Tym razem nie zadziała!

Wstaje z kanapy i bierze chusteczkę. Ufff, po 10 minutach jałowej gaduchy! Jak mi to zrobi jeszcze raz, to teleportuję się na drugą stronę łóżka, tam nie dochodzą dźwięki z dołu!

poniedziałek, czerwiec 15, 2009

Seweryn chory

Seweryn chory. Wygląda kiepsko. Olut wraca z przedszkola, tłumaczę mu jak się sprawy mają:

A: Wiesz Olek, Seweryn jest chory, bardzo źle się czuje. Proszę cię, żebyś się w niego nie zaczepiał i nie podbierał mu klocków. Zobacz jak on słabo wygląda. Obiecaj mi, że będziesz dla niego grzeczny.
O: Tak, ja będę, ale czy ona gada powolutku?
A: Tak, on mówi cicho, bo nie ma sił, żeby mówić głośniej
O: Tak, on gada pomalutku, a ja gadam głośno!

niedziela, czerwiec 14, 2009

Tata, kochany tata...

Podczas festynu w przedszkolu dzieciaki śpiewały piosenki dla rodziców. Nasze jednak wówczas odmówiły współpracy. Za to dziś Olkowi włączył się odpowiedni guziczek i przez cały dzień intonuje:

Tata, kochany tata
pomiędzy domem a pracą lata
i choć roboty pełno ma
zawsze przytuli buziaka da
młłłaaa (tu imitacja buziaka)


Byliśmy dziś na absolutorium cioci Eweliny. Cud, że panowie wytrzymali te dwie godziny. Po wyjściu Seweryna wzięło na spytki:
S: Mama, a jak ja będę kończył szkołę to ty też przyjdziesz zobaczyć?
A; No oczywiście synek, ze przyjdę
S: I ja też będę wtedy rzucał czapką?
A: No, jak będziesz kończył studia to będziesz też rzucał czapką
S: I ty będziesz mnie wtedy z góry widziała?

"Z góry" czyli z balkonu w auli UAM, nie z niebios ;-)

sobota, czerwiec 06, 2009

Bob Budowniczy i skamieniałości

Na podwórku od tygodnia trwają intensywne prace. W pocie czoła powstają kamienne murki przy płocie. Dziś dokonaliśmy nie lada odkrycia! Kiedy Tomek zdjął płytki, żeby podwyższyć chodnik okazało się, ze cztery z nich mają pod spodem odciśniętą gazetę. Wygląda na to, że były robione ręcznie. Trudno powiedzieć kiedy, bo babcia nie pamięta, a na odbitkach gazet nie znalazłam niestety żadnej daty. Tak czy siak - to niemalże skamieniałości :D



Uprzedzam pytania, dlaczego Olgierd ma rękawiczki. Otóż ma, bo się uparł, a jako, ze jest pępkiem świata od zawsze i na zawsze, to zawsze ma to, na co się upiera. Nie bez znaczenia jest fakt, że Olgierdowy ojciec do roboty też ma rękawice, zatem młodsze dziecko też musi je mieć - niezależnie od temperatury powietrza.


Oto jest mur na końcówce robót:



A oto gazeta z "epoki płytki łupanej":