niedziela, grudzień 20, 2009

Żegnaj Święty Mikołaju

W środę:

Na jasełkach w Seweryna grupie Tomek był Świętym Mikołajem i rozdawał dzieciom prezenty. Rola życia mu się trafiła niewątpliwie ;-) Dzieciom nic nie powiedzieliśmy wcześniej, bo chcieliśmy zobaczyć reakcję.
Tomek w czerwonym stroju i w masce, która zasłania całą twarz wchodzi do Czerwonej Sali. Robi dwa - trzy kroki. Wszystkie dzieciaki stoją jak wmurowane.
T: Witam wszystkie grzeczne dzieci!
S: (po cichu) Tata!
A: (szturcham go w bok) Ciiicho, to tajemnica, nic nikomu nie mów!
S: (uśmiecha się) Yhmm !

Godzinę później, w domu chłopaki oglądają prezent, jaki Seweryn dostał: figurkę robota Wally. Na kartoniku inne figurki postaci z tej bajki. Seweryn pcha ten kartonik wprost przed monitor komputera.
A: Seweryn, zabierz ten karton stąd. Albo na stół, albo do śmietnika z nim, gdzie mi tu pchasz!
S: Nie, ja muszę to tu postawić
A: A to niby dlaczego akurat tutaj? To jest taty biurko i tu ma być porządek
S: Nie, to musi tu stać, żeby Mikołaj widział, że ja jeszcze chcę takie inne figurki!

(żeby Święty Mikołaj widział, czy żeby tata widział??)

Wczoraj:

Śnieg spadł, więc sanki są nieuniknione. Górka zaplanowana na popołudnie, ale rano mogę zaproponować podwórko, więc ubieram łotrzyki na cebulkę i wystawiam za drzwi. Ze względu na zakaz otwierania drzwi na całą szerokość co 5 minut po chwili obydwoje pukają w okno pokoju
O: Mama, sanki!
S: Mama, skuter!
Ubieram się, biorę klucze od warsztatu i wychodzę. W warsztacie, kiedy usiłuję wyciągnąć skuter zza całej sterty innego sprzętu cichaczem przemykają wgłąb za moimi plecami. Po chwili z wnętrza warsztatu:
O: Ooo, Magnesy!!!
S: Oooo, to od Mikołaja, dla nas kupił!!

O cholera, przemyka mi przez myśl, pędzę za nimi. Stoją przy ogromnym kartonie. Do diabła. Przy tym, którego nie mieli widzieć, kurka wodna!
A: Eee tam, to tata przyniósł jakiś karton, makulatura w nim jest, wychodzimy stąd!
O: Nie makulatura. Ja słyszałem, ze tam stukają magnesy!
A: Sio stad, żadne magnesy, mówię przecież, że makulatura!

No tak, wtopa na całej linii! Ale dla pocieszenia (siebie samej właściwie) mogę dodać, że kiedyś dawno, dawno, do spółki z moim bratem znaleźliśmy w domu za zasłoną worek pełen prezentów, a nie, li i jedynie jeden karton!

wtorek, grudzień 15, 2009

Cała prawda o firmowych spotkaniach przed Gwiazdką

U Olgierda pokazowa lekcja świąteczna w poniedziałek. U Seweryna będzie dopiero w środę. Ja dobiegam spóźniona, Tomka nie ma wcale, bo po pracy też ma dziś spotkanie. Dzieciaki rozemocjonowane, bo przyszedł w przedszkolu Mikołaj. Wracamy do domu. Olgierd niesie paczkę, Seweryn swoje prace.

S:Mama, dlaczego taty jeszcze nie ma w domu?
A: No bo tata też ma dziś takie spotkanie choinkowe w pracy. Tak jak Olek miał dziś, a ty będziesz miał w środę.
S: Tak? I oni tam też teraz śpiewają?

poniedziałek, grudzień 07, 2009

W życiu trzeba się umieć ustawić

Wracamy z przedszkola samochodem. Tłumaczę coś Tomkowi i pada słowo "obiad"
S: Mama, a dziś na obiad w przedszkolu były ziemniaczki i sos i parówka w tym sosie i ja wszystko zjadłem, zupełnie wszystko, nawet zupę!
A: Tak? To świetnie, a zupa jaka dziś była?
S: Brokułowa
A: I zjadłeś? No to super, taka zupa to pyszna jest
O: Ja też wszystko zjadłem! Zupełnie wszystko!
A: Zupę też całą? Brokułową?
O: Tak, wszystko zjadłem, bo mnie ciocia karmiła!
A: O rany! Ciocia cię karmiła? No nie gadaj, a tobie to ręce urwało, że sam nie umiesz jeść?
S: No właśnie, jak kogoś ciocia karmi to jest mała dzidzia!
A: Olek, jutro nie pozwól, żeby cię ciocia karmiła, powiedz jej, że ty już jesteś dorosły i sam umiesz wszystko zjeść
O: Eee...
A: Dobra? Powiesz tak cioci jutro?
O: (kpiąco i ironicznie) Pssss.....

sobota, grudzień 05, 2009

Siła skojarzeń

Olgierd gada coś pod nosem, Tomek przechodzi i wyławia z potoku słów to jedno "Wygralak"

T: Olek, a skąd znasz to słowo? Kto cię tego nauczył?
O: Ja sam
T: Bo wiesz, kiedyś mama się tak nazywała, a teraz nazywa się tak jak ty i jak ja i jak Seweryn. Teraz to już tylko wuja Maciej się tak nazywa, wiesz?
O: Tak? Wygralak?
T: Yhmm
O: No to kto będzie Przegralak?

piątek, grudzień 04, 2009

Najgorsze są...

Jestem przeziębiona i jedyne o czym marzę to łóżko. Ale wieczorna procedura po myciu zębów, pidżamach zakłada jeszcze czytanie książki. Wchodzę na górę, a chłopaki budują z klocków

A: Chłopcy, chcecie się jeszcze trochę pobawić?
S i O: Taaaak
A: Ale wiecie, że to już pora na spanie?
S i O: No jeszcze trochę, tylko tu zbudujemy...
A: No dobra, to układ jest taki, ja się kładę spać, bo jestem chora, a wy się bawicie, jak skończycie budować to zgaście światło i idźcie spać.

Mija 10 minut, już prawie śpię, do łóżka podchodzi Olek, nachyla się nad moją głową
O: (konspiracyjnym szeptem) Mamuś! Coś ci powiem
A: (jedno oko zamknięte, drugie otwarte do połowy) yyyy... nooo...
O: (dalej konspiracyjnie) Smoki są najstraszniejsze! Mogą cię upalić ogniem!

niedziela, listopad 01, 2009

Ot, sprzedawczyk!

Jedziemy na basen: Słomka, dzieciaki i ja, Tomek kontynuuje remont łazienki. Ja zbieram graty, Słomka upycha dzieciaki w samochodzie. Jakieś 50 metrów od parkingu przed pływalnią ekscytacja na tylnym siedzeniu sięga zenitu:
S: Oo, już widać!
O: Ooo, i urosły tu takie zjeżdżalnie!
S: Mama, możemy odpinać pasy?
A: Nie! Jeszcze nie! Ja wam powiem kiedy możecie.

mija 5 sekund ciszy

O: Mama, a mi ciocia nie zapięła pasów!

5 sekund na analizę sytuacji:

A: Słomka, zapięłaś ich?
S: No jasne!
A: Olgierd nie ściemniaj, ciocia zapięła twój pas!
O: eee... bo to się tak samo odpięło!

Proszę, jak szybko to się nauczył co robić, żeby ratować własny tyłek. Najlepszą ciotkę by sprzedał łotr dla własnej korzyści!

czwartek, październik 29, 2009

Jedziemy na wycieczkę...

W poniedziałek grupa żółta i grupa czerwona pojechały na wycieczkę do Muzeum w Uzarzewie. Odbieram chłopaków z przedszkola:

A: No to jak tam faceci, udała się wycieczka?
S: ooo taaak, tam były trzy sale i były dziki i skóry takie i strzelby
O: I jedliśmy "lubisie" na pikniku, a ten muzeum nazywał się pałac, wiesz?
A: No, to super, a w autobusie to siedzieliście razem?
S: Nie, ja siedziałem z Jerzykiem i byłem grzeczny. A z powrotem to jak się zmęczyłem to siedziałem trochę cioci na kolanach, żebym sobie odpoczął.
A: Olek, a ty z kim siedziałeś?
O: Ja siedziałem z Mikołajem i z Kacprem
A: No coś ty, w trójkę na dwóch siedzeniach siedzieliście?
O: Nie, ja siedziałem z Kacprem i z Mikołajem!
A: Olek... a za wami to kto siedział?
O: Za nami to już był koniec autobusu

Komentarz z Płocka: No cóż, nie każdy jest tak fajny, żeby siedzieć na tyle autobusu!